poniedziałek, 29 października 2012

Ptysie

Przy przeglądaniu blogów mignęły mi gdzieś eklerki. Przypomniałam sobie ich smak. Mignęły ptysie z bitą śmietaną... I nagle zaczęło mnie ssać coś gdzieś w środku nawołując chce mi się ptyyyysiaaa!!!

 
Poszukałam, poszperałam wśród książek z mojej kuchennej biblioteki - i znalazłam. W "Nowej Kuchni Śląskiej" pod redakcją Otylii Słomczyńskiej i Stanisławy Sochackiej. No "nowa" to ona jest tylko z nazwy (r. wydania 1988), ale ważne, że przepis jest ok :)

Tak więc cytuję, (w nawiasach dodając uwagi):

Składniki:

12,5 dag mąki
12,5 dag masła
1 łyżka cukru
3 jajka
1/4 l wody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru waniliowego

Zagotować wodę z masłem, mieszając wsypać mąkę i mieszać dalej tak długo, aż masa będzie odstawała od garnka. Po ostygnięciu, mieszając wbijać stopniowo jajka i dodawać cukier, cukier waniliowy i proszek do pieczenia. Następnie kłaść łyżeczką małe kulki na blachę wysypaną mąką (ja piekłam na papierze do pieczenia) i piec na kolor żółty w niezbyt gorącym piekarniku. (Czyli jakieś pół godziny w 190 stopniach). Z podanych ilości otrzymuje się ok 30 ciastek (małych, lub ok 20 takich jak na zdjęciu ;) . Ptysie można podawać na gorąco  z sosem szodonowym (póki co nie wiem z czego robi się ten sos, ale się dowiem ;). Można też poprzecinać (to ważne - przecinać jeszcze gorące!!)  i wystudzone napełnić bitą śmietaną lub kremem waniliowym.(Moje ptysie były z błyskawicznym kremem do karpatki z Delecty)


wtorek, 23 października 2012

Zapiekanka z mielonym mięsem

Czasem trzeba wymyślić obiad z tego, co jest w lodówce. Czasem nie ma czasu, żeby stać długo nad garnkami i pichcić, pichcić, pichcić... A więc - prosto, szybko i kryzysowo :D

Zapiekanki są jak znalazł :)
 
Na tą użyłam:

250 g makaronu świderki
200 g sera
250 g mielonego mięsa
2 marchewki
sporego pora
2 łyżki oleju
przyprawy - sól, pieprz, papryka,
kilka gałązek świeżego oregano
----------------------------------------
Makaron ugotować w osolonej wodzie z odrobiną oleju na półtwardo. Mięso podsmażyć na oleju z przyprawami, dodać marchewkę i pora. Dusić pod przykryciem aż marchewka będzie prawie miękka.Ścieramy ser na tarce. Smarujemy żaroodporne naczynie olejem, nakładamy warstwę makaronu, posypujemy serem, na to mięsko z warzywami, ser, makaron i znowu ser.
A potem - do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni Celsjusza na 20 minut i - jemy.. :)




Smacznego!

Gulasz z suszonymi śliwkami

Przepis znalazłam już dawno w gazecie. Świat kobiety chyba. Przez jakiś czas mieli tam akcję przepisy na obiady na każdy dzień miesiąca. Pomyślałam, ze to niezłe połączenie - takie... inne. Ale byłam też bardzo zadowolona z efektu po wypróbowaniu. Mężon chyba nawet bardziej, bo recepturę wykorzystywałam już kilkukrotnie - więc wrzucam :)


Składniki:
20 dag suszonych śliwek, 
50 dag wieprzowiny (np. szynki), 
łyżka mąki, 
30 dag cebuli, 
olej, 
2 łyżki masła, 
przyprawy (gałka muszkatołowa, sól. pieprz, papryka)

Śliwki zal na noc szklanką wody. Mięso opłukać, osuszyć, pokroić na małe kawałki, oprószyć solą, pieprzem, papryką i mąką. Cebule obrać, pokroić w półplasterki. W rondlu rozgrz olej, wrzuc mięso, zrumienić. Dodać masło, pokrojoną cebulę i chwilę smażyć razem, mieszając. Zmniejszyć ogień i dusić ok. 10 min. Włożyć śliwki wraz z zalewą, wymieszać i dusić jeszcze 15 min. pod koniec przyprawić gałką muszkatołową, solą, pieprzem, papryką.

Ja podałam z kaszą gryczaną i surówką z kapusty pekińskiej, ale gulasz jest też przepyszny z kluskami śląskimi :)

Smacznego!

środa, 17 października 2012

Domowy twarożek z maślanki

Nooo, tego jeszcze nie było - pokręcił nosem mój mąż, kiedy zobaczył mnie stojącą z czymś dziwnym nad garnkiem i wyciskającą "nie wiadomo co" przez tetrę.
No nie było, ale skoro mówią że SIĘ DA - to dlaczego miało by mi się nie udać?
I tak właśnie "popełniłam" swój pierwszy twarożek z maślanki.

Serka by nie było gdyby nie mistrzyni, która wypróbowała z pozytywnym skutkiem wiele przepisów na serki na blogu Moje Małe Czarowanie. Dziękuję Dorotko! :)

Składników nie potrzebujemy wiele - na około 200 g twarogu - 1 litr maślanki. A i przepis nie jest zbyt skomplikowany - maślankę podgrzewamy powoli w garnku aż do momentu, w którym zacznie się rozwarstwiać. Na blogu podane jest, ze będzie to temperatura około 70 stopni Celsjusza. Nie wiem, nie mam termometru kuchennego ;) Najważniejsze, żeby nie dopuścić mikstury do wrzenia.  

Wyłączamy kuchenkę, przykrywamy coś, co jeszcze nie jest serem, a już nie jest maślanką - pokrywką i czekamy aż zupełnie ostygnie. Następnie przelewamy zawartość garnka przez sitko przykryte gazą/tetrą/lnianym ręcznikiem. I - zostawiamy aż serwatka całkiem odcieknie na jakieś 10-12 godzin.Im dłużej serek będzie odciekał tym będzie twardszy.

Jak już odczekamy swoje - voila - serek gotowy. Pyszny, kremowy, delikatny.

Podobno można na nim upiec nawet sernik :) U nas zniknął do kanapek. Szybko zniknął.

Smacznego :)


wtorek, 16 października 2012

Chleb pszenno-razowy na drożdżach.

Zimno. Brzydko. Nanicniemaczasu. Więc zakwas urlopuje się w lodówce, a ja popędzam do pracy drożdże. 
Ten chleb wyszedł tak pyszny, że jak go nie zapiszę i zapomnę... to nie ręczę za siebie ;)
A przy okazji - dzisiaj jest światowy dzień chleba :))

TUTAJ dostałam inspirację od wujka google. Ale mąki nie miałam takiej jak w przepisie, więc "poszłam na żywioł" ;)

2 szklanki mąki pszennej typ 650
1 szklanka mąki pszennej razowej
20 g świeżych drożdży
¼ szklanki ciepłego mleka
szczypta cukru
3/4 szklanki ciepłej wody
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka miodu
2 czubate łyżeczki soli

Drożdże kruszymy do miseczki z ciepłym mlekiem, karmimy szczyptą cukru, żeby chciało im się ruszyć. Mąki przesiewamy do miski, wlewamy bąbelkujący zaczyn,mieszamy, wlewamy wodę, oliwę, dodajemy sól i miód i zagniatamy aż ciasto zrobi się gładkie i elastyczne. Ja troszkę je podsypałam jeszcze mąką
Odstawiamy chlebek w przykrytej misce na godzinę- półtora do wyrośnięcia (zależy jak ciepło jest w domu), po czym odgazowujemy ciasto i przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Po ponownym wyrośnięciu (kolejne 1-1,1/2 godziny) wkładamy blachę do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy około 45 minut. 

Smacznego!


piątek, 12 października 2012

Bułeczki razowe ze słonecznikiem

Przepis znalazłam w Pracowni Wypieków, u Liski.
Jest prosty i szybki, mimo że to drożdżowe ciasto. Ale przede wszystkim bułki są pyszne, miękkie w środku i z chrupiącą skórką  :)
Zapisuję, żeby nie zgubić i zachęcam - skuście się!! :)

Cytuję w całości za Liską, moje komentarze na niebiesko.

(na około 6 bułek)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Składniki:
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka mąki pszennej razowej
3/4 szklanki wody
10 g świeżych drożdży (lub łyżeczka suszonych instant)
1 łyżeczka soli
2 łyżki oliwy lub oleju
2-3 łyżki pestek słonecznika

Mąkę wymieszać z solą. Drożdże rozkruszyć do miseczki, wlać do nich łyżkę wody i dodać do mąki, następnie stopniowo wlewając oliwę i wodę zagnieść ciasto. Powinno się delikatnie kleić do rąk.
Dodać 2 łyżki pestek słonecznika, wgnieść je w ciasto. Przełożyć do miski, delikatnie posmarować wierzch oliwą i zostawić na 30-40 minut do wyrastania.

Z wyrośniętego ciasta formować bułeczki lub odrywać małe kawałki, obtaczać je w pestkach słonecznika i układać na blasze do pieczenia wyłożonej papierem. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na ok. 30 minut.

Piekarnik nagrzać do 230 st C.

Wyrośnięte bułeczki wstawić do piekarnika, na dno piekarnika wsypując ok. 1/2 szklanki kostek lodu. (ja wstawiłam na dno piekarnika naczynie z ok. połową szklanki zimnej wody)
Piec ok. 12-15 minut. Jeśli słabo się rumienią (choć to są bułki z cyklu tych raczej bladych), można włączyć termoobieg (temp. 190 st C) i dopiekać ok. 5 minut.

Ostudzić na kuchennej kratce.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Moje wyglądały tak:
Zrobiłam kilka mniejszych dla Juli ;)
A z podwójnej porcji wyszło mi 11.

poniedziałek, 8 października 2012

Przepyszne owsiane ciasteczka.

Odkąd je znalazłam na blogu u Królowej Matki - o TU, upiekłam już wiele razy. I zawsze obłędnie smakują i ZAWSZE znikają w zastraszającym tempie... Jula je bardzo lubi :)

Ciacha robi się przede wszystkim szybko i łatwo. I o ileż są zdrowsze od tych kupowanych!! :)) (Tak sobie tłumaczę opłakując wszelkie dodatkowe centymetry w talii ;) )

Ośmieliłam się zmienić oryginalny przepis i część cukru zastąpiłam miodem. Wrzucam przepis już po zmianie :)

Składniki:

1 i 1/2 szklanki mąki,
szklanka płatków owsianych,
szklanka ziaren słonecznika, uprzednio uprażonych na złoto na suchej patelni,
1/4 szklanki cukru lub mniej, (można zrezygnować z niego całkiem i dodać więcej miodu)
2 łyżki miodu
kostka miękkiego masła,
opakowanie cukru waniliowego
łyżeczka sody
szczypta soli.
-------------------
można dodać pokruszoną gorzką czekoladę. Albo orzechy. Albo żurawinę. Albo co tam jeszcze lubicie ;)
-------------------
Na stolnicy zagniatamy masło z cukrem, miodem, sodą, ostudzonymi ziarnami słonecznika, płatkami owsianymi. Na koniec dodajemy mąkę i sól. Formujemy kulę z ciasta i odrywając z niego kawałki wielkości orzecha włoskiego, rozpłaszczamy w rękach formując ciasteczka. Ciasteczka kładziemy na blachę wyłożoną papierem, trochę rosną, zostawmy im więc trochę przestrzeni ;). Następnie blachę wrzucamy do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i pieczemy 15 minut.

Kiedy są złote, rumiane, pachnące... Wyciągamy blachę z piekarnika i pozwalamy ciachom odrobinę ochłonąć i stwardnieć, bo zaraz po upieczeniu są bardzo kruchutkie. A potem - cóż - smacznego ;)